Ataki na prof. Chazana, czyli kieszonkowego holocaustu ciąg dalszy

ePub czas dodania: 2014:07:08 20:49 komentarzy 0
Wielu ludzi ostatnimi czasy z przerażeniem patrzy na hordy ateistycznych łysoli, z pałami w rękach niosące pacjentom „tolerancję” i „wolność” kosztem podeptania sumienia lekarzy.

 

 

I słusznie. Trzeba się organizować i sprzeciwiać. Niemcy przed Drugą Wojną byli bierni gdy skurwysyny z NSDAP pluły na Kościół Katolicki i publicznie wyzywały księży od pedofili. Co się dalej stało, wiemy. A przynajmniej wiedzą ci, którzy się tematem interesowali. Krótko podsumowując wydarzenia: Hitler i jego zgraja bandziorów sterroryzowali życie publiczne, zastraszyli inne partie za pomocą różnego rodzaju chuligańskich wybryków będących dziełem „nieznanych sprawców”. Zaś po dojściu do władzy, Hitler nie tylko zaprowadził swoistą „wolność od terroru sumienia” w Niemczech, ale też ogniem i mieczem zaczął ją szerzyć w sąsiednich krajach.

 

Jak się skończyło? Ano normalni ludzie zaczęli mieć tego dość, zebrali się w kupę i poszli z wizytą do Hitlera, zabijając każdego Niemca, który wszedł im w drogę. Wielki Hitler okazał się zwyczajnym tchórzem, małym skurwielem niezdolnym do poniesienia pełnej odpowiedzialności za swoje zbrodnie. Uciekł, popełniając samobójstwo.

 

Zaraz, zaraz - powiedzą zapewne ateiści - czemu autor mówi o Hitlerze? Przecież Hitler deklarował się jako chrześcijanin! Otóż gówno prawda. Hitler wierzącego tylko udawał.

 

Hitler publicznie:

Jako chrześcijanin nie mam powinności do bycia oszukiwanym, ale mam powinność do bycia wojownikiem o prawdę i sprawiedliwość.”

 

Ten sam Hitler prywatnie:

Teraz my jesteśmy najsilniejsi i dlatego usuniemy jednych i drugich, zarówno Kościół, jak i masonerię.”

 

Jeśli chodzi o Kościół Katolicki, to pewnego dnia trzeba będzie wytrzebić go siłą.”

 

Wyzwoliłem Niemcy od głupich i poniżających mitów sumienia i moralności... Wyszkolimy młodych ludzi, przed którymi świat będzie drżał. Chcę młodych ludzi zdolnych do przemocy – władczych, nieustępliwych i okrutnych.”

 

Co to wszystko ma wspólnego z ateizmem? Wbrew pozorom bardzo dużo. Ateizm, podobnie jak sporo innych agresywnie nastawionych ideologii, dużo mówi o rzekomym upominaniu się o słuszne prawa i o rzekomym gwałceniu praw ateistów przez katolików. W czym się w praktyce wyraża to „gwałcenie praw ateistów”? Ano w tym na przykład, że ateistka ma widzimisię zamordować własne nienarodzone dziecko ze szczególnym okrucieństwem, a lekarzowi nie pozwala na to jego sumienie. Co więcej lekarzowi sumienie nie pozwala także na współudział w morderstwie poprzez wskazanie bandyty, który dopuści się zbrodni w majestacie prawa. Czy realnie istnieje jakiś problem? Otóż nie. Ateistka może zadzwonić do NFZ, zapytać o najbliższą placówkę w której takie zbrodnie są dokonywane i tam pójść. Ale ateistka „ma prawo”. Jej wygoda, jej widzimisię i jej pogarda dla katolickiej moralności mają rzekomo usprawiedliwiać bandyckie deptanie sumienia lekarza i zmuszanie go prawnym terrorem do działań, których w świetle konstytucyjnego zapisu o wolności sumienia i wyznania ma prawo odmówić.

 

Ateista „ma prawo”. Jego „prawo” jest ważniejsze niż sumienie katolika. Katolik ma wolność sumienia, ale gdy tylko zaczyna to przeszkadzać ateiście, ateista najbezczelniej olewa zasadę wolności sumienia. Bo „prawa” ateisty mają priorytet.

 

Widział ktoś kiedykolwiek wojującego ateistę, który by raz jeden jedyny powiedział, że prawa katolików są w jakiejkolwiek sytuacji ważniejsze od praw ateistów? Bo ja nie. Bo oni nie walczą wcale o żadne swoje rzekomo gwałcone „prawa”, tylko brutalnie próbują wcisnąć przemocą swoją jedynie słuszną wizję świata i swoją zwichrowaną moralność kosztem podeptania słusznych praw miażdżącej większości obywateli. Wyjątkowo czarnym humorem jest nazywanie czegoś takiego „walką o swoje prawa”.

 

Zapytałbym, na jakiej zasadzie musi ludzi obchodzić to, że jeden czy dwóch debili czegoś sobie nie życzy, albo czegoś żąda. Bo jest wolność sumienia? Znaczy co, każdy ma prawo sobie czegoś nie życzyć i reszta musi się dostosować? A jak naturysta powie,że on sobie nie życzy żeby kobiety chodziły publicznie ubrane, to co? Też się kobiety mają obowiązek dostosować do jego widzimisię?

 

Obłuda wygląda z każdego tekstu atakującego prof. Chazana. Obłuda obnażona choćby przez portal wPolityce. Gazety zachwycają się Dębskim (sorry, ale profesorem to ja tego pana nie nazwę) obłudnie ubolewającym, jakie to zniekształcone dziecko prof. Chazan sprowadził na świat, w domyśle sugerując, że ci głęboko wierzący katolicy to tak naprawdę jebane w dupę skurwysyny, bo nie chcieli zamordować ze szczególnym okrucieństwem, ex cathedra uznając, że człowiek nie jest człowiekiem. Nie powiedzą, że to bandyci z kliniki In Vitro są wszystkiemu winni. Że to przecież ich dzieło. To oni są odpowiedzialni za sprowadzenie tego dziecka na ten świat, oni i ich pierdolona zabawa w Boga! Oni i banda ateistycznych szalikowców „pomagają bezdzietnym parom”, czego efektem są skrzywdzone przez naukę dzieci, o ratowanie których obwinia się katolickich lekarzy! I co, czy panowie z kliniki In Vitro zakasali rękawy umaczane po pachy we krwi dzieci, jakie zamordowali by ten jeden zniekształcony noworodek przeżył? Czy mieli cojones poprawić po sobie to, co spierdolili i po męsku wziąć odpowiedzialność za swoje błędy? NIE! Bo grupie łysoli z ateistycznych mediów zaświtał „świetny pomysł”, by zażądać dokonania morderstwa od człowieka w całej Warszawie znanego z tego, że dzieci nienarodzonych nie zabija! Ta kobieta celowo poszła właśnie do prof. Chazana. Celowo i złośliwie grupa rechoczących szatańskim śmiechem, chorych z nienawiści ateistów właśnie tam tą kobietę skierowała. Żeby obwinić prof. Chazana o to, że nie chce sprzątać bajzlu po debilach z kliniki In Vitro. Rzecz jasna miażdżąca większość matek, jakie miały styczność z prof. Chazanem, broni go. Ale ateistyczne media kreują własny Matrix, udając, że tych kobiet w ogóle nie ma. Jedyne, co się liczy, to jedna debilka, która poszła do następców Frankensteina oraz dr Mengele by stworzyli jej potworka, bo ona za wszelką cenę chciała być matką nawet wbrew woli Boga i prawom natury. A teraz ma pretensje do katolickiego lekarza, że odmówił umoczenia rąk w krwi po to, by posprzątać cały ten bajzel.

 

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Wojujący ateiści to na serio banda kompletnych debili. Poważnie! Włączając w to zgraję wściekłych psów szarpiących ostatnimi czasy za nogawki prof. Chazana.

 

Załóżmy przez moment, że ateistom się udaje przeforsować prawo całkowicie sprzeczne z Konstytucją i w praktyce czyniące prawo do wolności sumienia i wyznania całkowitą fikcją. Załóżmy, że Trybunał Praw Człowieka oddalił skargi. Czy wszystko jest spoko i mamy pełny luz?

 

Bynajmniej. W tym miejscu problemy się dopiero zaczynają. Po pierwsze nie wiem skąd ateiści biorą naiwne przekonanie, że lekarze są jak chłopi pańszczyźniani przywiązani do ziemi. Zauważmy, że polska służba zdrowia już w tej chwili cierpi na deficyt lekarzy. A w takich na przykład Niemczech lekarzy brakuje. Już dodaliście dwa do dwóch? Tak jest. Katoliccy lekarze ze specjalności w których okrojenie klauzuli sumienia ma znaczenie po prostu wywalą się na Polskę i pojadą pracować za granicą. Dodajmy, że za daleko większe pieniądze. A społeczeństwa na zachodzie się starzeją, w związku z czym i choroby są coraz częstsze. Pracy dla lekarzy prędko tam nie zabraknie.

 

Mówiąc wprost ateiści jedyne co wskórają, to konieczność wyjaśnienia skrajnie rozwścieczonym kobietom, dlaczego najbliższy ginekolog jest kilkadziesiąt kilometrów od miejsca ich zamieszkania. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że wściekłość kobiet przełoży się na wściekłość ich partnerów życiowych, a ta z kolei dość szybko przełoży się na ilość wybitych ateistom zębów. A i to tylko jeśli ateiści będą mieli szczęście, bo stracić mogą dużo więcej niż tylko zęby.

 

Co więcej wzrost niechęci do ateistów zapewne szybko znajdzie odzwierciedlenie w wynikach wyborów i obowiązującym prawie. W efekcie nawet jeśli ateistom udałoby się doprowadzić do skrajnego przegięcia w stronę antykatolicką, to dość szybko dojdzie do jeszcze większego przegięcia w stronę przeciwną. A ateiści dopiero wtedy się dowiedzą, co to znaczy nietolerancja.

 

Podobna historia ma miejsce w przypadku sukcesu niemal wszystkich ateistycznych postulatów. Demokracja bowiem nie trzyma się na jakiejś magicznej sile, a prawo nie działa na tej zasadzie, że szamani w białych kołnierzykach odtańczą wokół Konstytucji i Kodeksu Karnego taniec i nagle plamy farby drukarskiej na białym pierze nabiorą mocy sprawczej. Jak stopień wkurwienia większości ludzi w danym kraju na debilne prawo przekroczy masę krytyczną, ludzie przyjdą pod budynek Parlamentu i powiedzą tak, jak powiedzieli Ukraińcy: „albo zmienicie to durne prawo, albo będziecie żreć kit z okien, bo my was z tych budynków nie wypuścimy”. A to i tak ten łagodny wariant, bo jak nawet to nie podziała, ludzie mogą po prostu sięgnąć po metalowe sztachety oraz „koktajle Mołotowa”, wymordować opornych i ustanowić sobie takie prawo, jakie będą chcieli.

 

Prawo to zasady wymuszone groźbą użycia siły fizycznej. Stosujesz się do prawa albo w ryj. Ani więcej, ani mniej. Kto twierdzi, że prawo jest czymkolwiek więcej, ten żyje w świecie fantazji.

 

 

Ale to wszystko stanowi jedynie czubek góry lodowej w sprawie prof. Chazana i klauzuli sumienia! Prawda jest taka, że tu nie chodzi ani o rzekome deptanie wolności ateistów przez katolików, ani o klauzulę sumienia jako taką. Ani nawet nie chodzi o zmianę interpretacji prawa międzynarodowego dotyczącego wolności sumienia i wyznania na korzyść ateistów. To nie jest sedno całej sprawy. Tak na logikę – jak nie wiadomo, o co chodzi, to o co chodzi?

 

No właśnie.

 

Drodzy państwo, wart wiele miliardów dolarów biznes wokół farmaceutyków, aborcji, eutanazji, In Vitro i podobnych kwestii istnieje od bardzo dawna. A przykra prawda jest taka, że przemysł In Vitro produkuje „ludzkie odpadki” i w efekcie trzeba zmuszać katolickich lekarzy stanowiących większość do mordowania tych dzieci. Inaczej klienci się przestraszą. Koncernom farmaceutycznym zbijającym miliardy na In Vitro i na aborcji po prostu jest wygodnie spychać całą winę na tych podłych katolickich lekarzy, którzy nie chcą mordować „odpadków” i sprzątać po koncernach farmaceutycznych całego tego bajzlu.

 

I to nie jest wcale tak, że cały oligopol farmaceutyczny działa w ten sposób dopiero teraz.

 

Wiedzieliście, że koncern I.G.Farben (czyli Bayer/BASF/)współpracujący od początku z nazistami w Niemczech należał wtedy do dwóch najpotężniejszych wtedy grup kapitałowych na świecie? Jedynym porównywalnym była grupa Standard/Esso/Exxon Oil w USA.

 

Wiedzieliście, że 27 lutego 1933, tuż po podpaleniu budynku Reichstagu, I.G.Farben powiadomił listownie NSDAP: „Jutro rano dokonujemy przelewu w wysokości 400 tys. marek na państwa konto”? Stwierdzał tak dokument, który stanowił dowód w postępowaniu przeciwko I.G.Farben przed Trybunałem Wojennym w Norymberdze.

 

Co więcej I.G.Farben miał patent na technologię pozyskiwania azotu z powietrza. Z azotu produkowano m.in. amoniak, wchodzący w skład materiałów wybuchowych. Zapewne nie będziecie zaskoczeni, gdy wam powiem, że wszystkie materiały wybuchowe użyte w wojnie przez III Rzeszę były wyprodukowane przez koncern I.G.Farben? I wszystkie gazy stosowane w obozach zagłady też?

 

Pamiętacie zapewne zawieruchę związaną z patentami w UE, a także silnie promowany pomysł jednolitego patentu europejskiego. Newsflash, to wcale nie jest nowy pomysł. Dyrektor I.G.Farben August von Knieriem napisał 20 lipca 1940 roku list do rządu nazistowskiego, w którym postulował stworzenie jednolitego systemu patentowego w Europie, będącego pod kontrolą nazistowskich Niemiec. Po co? Oczywiście w celu zabezpieczenia interesów biznesowych koncernu I.G.Farben.

 

Niewyobrażalne? No to usiądźcie dobrze w fotelach. Carl Wurster, członek zarządu firmy-córki koncernu I.G.Farben sprzedającej nazistom m.in. Cyklon B, po wojnie był przez 13 lat prezesem zarządu BASF. Fritz ter Meer, skazany w Norymberdze na karę więzienia za wykorzystywanie robotników przymusowych i inne naruszenia praw człowieka, niecałe dziesięciolecie później był przewodniczącym rady nadzorczej Bayera. A to tylko dwóch. Takie przypadki nie należały do rzadkości.

 

Gdzie by byli naziści, gdyby szychy z I.G.Farben nie wsparły NSDAP finansowo? Odpowiedź: w domach. Nigdy by nie zdobyli władzy. O tym i o wielu innych rzeczach można się dowiedzieć z wykładu dr Ratha na YouTube.

 

Już wiecie, o co chodzi tak naprawdę w nagonce na prof. Chazana? Wcale nie o fanatyzm ateistów tak naprawdę. Biedni głupcy zapewne sami nie wiedzą, że są tylko marionetkami. Chodzi o to, że katoliccy lekarze psują koncernom farmaceutycznym interes. Ktoś musi przecież sprzątać odpadki po brudnym biznesie In Vitro, a tak się paskudnie dla koncernów składa, że większość lekarzy ma katolickie przekonania.

 

Koncernów farmaceutycznych nie interesuje, że In Vitro oznacza zabijanie kilku embrionów by jeden mógł przeżyć, ani też nie obchodzi ich, że ryzyko nieprzewidzianych powikłań jest ogromne. Tu wcale nie chodzi o żadną tolerancję, żadne prawa pacjenta ani resztę tych bredni. Chodzi o kasę.

 

Dlatego prof. Chazan jest i będzie atakowany przez zgraje dobrze opłaconych medialnych cyngli. Dlatego będzie się zamilczać fakt, że całą winę za ten burdel de facto ponoszą bandyci z kliniki In Vitro, a nie Chazan, który po prostu nie chciał po nich sprzątać. I dlatego media będą intensywnie zakrzykiwać prosty fakt, że to NFZ jest odpowiedzialny za zapewnienie pacjentowi dostępu do konkretnych usług. I dlatego NFZ wlepił ostatnio karę Szpitalowi im. Św. Rodziny. Co swoją drogą może się jeszcze okazać sprzeczne z Konstytucją, a wtedy koszty ulegania przez NFZ fanatycznej nienawiści wojujących ateistów do prof. Chazana zapłacą wszyscy podatnicy. A powinni za to zapłacić sami wojujący ateiści, to może by następnym razem zastanowili się choć trochę.

 

Nie czarujmy się, tu nie chodzi o żadne prawo ani żadne zasady. Chodzi o zmiażdżenie paskudnych katoli, którzy w imię nieżyciowych zasad moralnych stają w poprzek ogólnoświatowej mafii farmaceutycznej, zarabiającej ciężką kasę na odpłatnym tworzeniu zdeformowanych płodów, odpłatnym ich mordowaniu gdy nie spełniają oczekiwań, a następnie na odpłatnym wybijaniu starszych ludzi gdy się okaże, że malejący w wyniku „nowoczesności” przyrost naturalny powoduje destabilizację systemu emerytalnego.

 

Nadal macie wątpliwości, że ta sytuacja kiedyś w końcu doprowadzi do rozruchów? Bo ja nie mam.

licznik: 1728 + 2 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze
Dziecko z in vitro 0|0
Jakoś o tym było bardzo cicho, że to dziecko było "in vitro". Pamiętam jak kiedyś jeden ze znajomych lekarzy oburzał się, że klinki wykonujące "szybkie" operacje nie ponoszą żadnych konsekwencji za powikłania. Taki pacjent leczy się z tego w państwowych szpitalach zabierając mu fundusze pozyskane z NFZ. Gdyby ten zabieg odbył się w tym szpitalu i były w nim leczone te powikłania, to szpital by nic nie tracił. To tak w skrocie.

Bardzo mnie dziwi, że pacjentka po komplikacjach w klinice udaje się do katolickiego szpitala. Przecież jest to sprzeczne z logiką. Chyba, że jest w tym pewien cel. O tych mechanizmach piszesz w swoim poście. Wiadomo, że chodzi o pieniądze i wszystkie chwyty są dozwolone. Pieniądz stał się swoistym bogiem dla co niektórych i tam nie obowiązują żadne zasady. Jest tylko jedna: wygrać.

Pamiętam Ciebie z dyskusji na temat kary śmierci na NE. Broniłeś stanowiska, że nie wolno jej wykonywać i mało osób Cię popierało. Dla mnie dawanie życia i jego zakończenie nie jest ludzką sprawą, to należy do Boga. Zastanawiasz się czy ta sytuacja nie doprowadzi do rozruchów? Według mnie chyba nie, wielu ludzi ma nowego boga, choć sami o tym nie wiedzą.

2014-07-10 17:34